Dlaczego właśnie country girl? Dzisiejszy styl definitywnie kojarzy mi się z trendem dzikiego zachodu. I choć daleko mi do bohaterki westernu, właśnie tak tytułuję ten post! Krótkie szorty w połączeniu z botkami w kowbojskim stylu to nieodłączne elementy w zestawie prawdziwego pastucha! Włosy natomiast, nonszalancko splecione w kitkę i obowiązkowo zwieńczone słomkowym kapeluszem. Na ręku w roli głównej występuje dziś sir Saint Andrews, mój nowy odmierzacz czasu. Podoba mi się, ale wydaje mi się, że chyba zajmuję drugie miejsce. Może to przez skórę? Vintage? A może po prostu jest zbyt męski? Choć doskonale koresponduje z zawartością mojej szafy i serca to częściej przegrywa w starciu ze złotym faworytem. Dziś wygrywa, lecz w codziennym użytku jego potencjał chowa się w szafie i kapituluje...w końcu jego model nosi przecież męskie imię! Niech zabłyszczy dziś choć raz jeszcze, bo wciąż lubię jego skórę, tarczę i opalony kolor... Abstrachując-akcesoria to elementy dodatkowe dzięki którym nasza dzisiejsza country girl przenosi się na ulice miasta. Uprzedzając wszelkie sugestie i komentarze-nie, dziewczyna z dzikiego zachodu nie uznaje żelazka!
Pictures by Joanna Helena Pomarańska photography.
MademoisellePoisson
